Każda z nas chciałaby mieć więcej czasu na wszystko. Ja też bym chciała, żeby doba była z gumy. Niestety tak nie jest, dlatego dzisiaj będzie o moich sposobach, na zyskanie więcej czasu na najważniejsze rzeczy.
Ostatnio rozmawiałam z moją Babcią przez telefon. Takie tam typowe nasze pogaduchy. Trochę o wszystkim i o niczym. Od słowa do słowa padło w końcu takie stwierdzenie, że człowiekowi by życia zabrakło, gdyby chciał mieć czas na wszystko.
Trochę mnie to zainspirowało do tego wpisu, bo czy faktycznie życie polega na tym, żeby robić wszystko?
Czas to pieniądz. Tak mówią. Dla mnie czas sam w sobie jest jednak ważniejszy niż pieniądze, bo jednak ulatuje bezpowrotnie. Dobytek życia można stracić w jednej chwili. Pieniądze można stracić i choć ból to zapewne wielki, to jednak można je odrobić. Ale jak odrobić stracony czas? No nie da się.
Tu pojawia się kolejny dylemat – lepiej oszczędzać pieniądze, czy lepiej oszczędzać czas kosztem pieniędzy? Jak wiecie, jestem zwolenniczką oszczędzania pieniędzy, racjonalnego ich wydawania i planowania swoich finansów. Jest jednak mały zgrzyt na tym polu – co ważniejsze – oszczędzać czas czy pieniądze?
Jak mieć więcej czasu na wszystko? Niestety , ale na WSZYSTKO raczej nie da się mieć czasu. Każdy ma go tyle samo do dyspozycji. Codziennie. Czy można jednak zrobić wszystko?
Kiedyś byłam osobą, która myślała, że musi robić wszystko, bo tylko to daje poczucie spełnienia. To wieczne bycie zajętą. Dążenie w ten sposób do ideału. Nie powiem, nie byłam przy tym 100%-ową perfekcjonistką. Zawsze wolałam zrobione od doskonałego. Dążenie do czystej perfekcji oznaczało dla mnie stratę czasu i właściwie tak mi zostało do dziś. Nie dlatego, że lubię bylejakość, ale dlatego, że lubię widzieć efekty i nie skupiam się maksymalnie na niepotrzebnych szczegółach. Zostało mi też bycie zadaniowcem. Im więcej mam zaplanowanych zadań, tym lepiej mi się pracuje. Gdy mam sporo rzeczy zaplanowanych, włącza mi się większa efektywność. Wtedy myśli mi się lepiej, szybciej skupiam się na konkretach. W efekcie w krótszym czasie robię więcej rzeczy. Często lubię pracować pod presją czasu, bo myśl o kolejnych projektach dodaje mi energii.
Czy to jednak oznacza, że mam więcej czasu na wszystko i to wszystko chcę w dodatku robić sama? Nie.
Mam swoje ograniczone możliwości, tak jak każdy człowiek. Robienie zbyt wielu rzeczy przez dłuższy czas oznacza zmęczenie materiału. W rezultacie zaczyna brakować czasu na przyjemności, bo zaczynamy się skupiać na „najważniejszych” zadaniach (czyli obowiązkach).
Jak mieć więcej czasu na wszystko?
Nie robić wszystkiego.
Niby oczywiste, ale trochę do tego dochodziłam. Potrzebowałam czasu, by rozróżnić w swoim życiu priorytety i nauczyć się tego, że mój czas jest najważniejszy i warto o niego dbać.
Metodą prób i błędów doszłam do wniosków, jak mieć więcej czasu. Sporo też czytałam na ten temat, co pewnie także dużo mi pomogło.
Czego nie robię, by mieć więcej czasu?
Nie da się zrobić wszystkiego – jeszcze kilka lat temu nie mieściło mi się to w głowie. Zaraz bym powiedziała: „Co się nie da?. Jak się chce, to się wszystko da”… Mniej spać, mniej jeść i już się czas znajdzie 😉 Dobrze, że mam zdrowie, póki co nie najgorsze, ale na dłuższą metę, pewnie by się i ono skończyło.
Robienie wszystkiego, oznaczało, że miałam mniej czasu na rzeczy, na których mi naprawdę zależało. Stąd zaczęła się w końcu pojawiać frustracja i zmęczenie. Poczucie, że wciąż się staram coraz więcej, a jednocześnie coraz więcej nie ograniam. Przeceniałam swoje możliwości i nie potrafiłam oszacować kosztów jakie wiązały się z dokładaniem sobie kolejnych rzeczy.
Z tego powodu postanowiłam świadomie wyrzucić DO KOSZA listę pewnych swoich zachowań.
Oczywiście nie jestem osobą od fachowych umiejętności zarządzania czasem. Ale nie muszę nią być, by wiedzieć, co mi pomaga, a co mi szkodziło.
Multizadaniowość – jeśli wykonuję ważne zadanie a szczególnie takie, które wymaga sporego skupienia, robię tylko to. Skupiam się na jednej rzeczy w 100%. W tym czasie nie interesują mnie problemy tego świata. Wychodzę z założenia, że przez te 2-3 godziny świat się nie zawali, a moja obecność go i tak nie zbawi. To jest czas, w którym nie żyje dla otoczenia. Koniec. Ten stan jest nazywany flow. Jestem wtedy tak pochłonięta daną czynnością, że nawet nie otwieram listonoszowi, choćby mocno dzwonił dzwonkiem do drzwi. Kiedyś miałam z tego powodu wyrzuty sumienia, a jednocześnie bardzo mnie drażniło, gdy ktoś w tym czasie mi przerywał. Przeczytałam jednak, że po wyrwaniu się ze stanu flow (choćby chwilowego), czasami potrzeba nawet 20 minut, by do niego powrócić i takie przeskakiwanie jest szkodliwe dla naszego mózgu. Odkąd mam naukowe wytłumaczenie na to, dlaczego nie cierpię odrywania się od takich zadań, nie mam już żadnych, nawet najmniejszych wyrzutów sumienia (że nie odebrałam w tym czasie maila, telefonu, nie otworzyłam listonoszowi itd.). Daję sobie pełne prawo do wykorzystywania własnej efektywności. Oczywiście inaczej to wygląda w przypadku prostszych, codziennych czynności. Wtedy lubię robić szybko kilka rzeczy jednocześnie – wstawić obiad, w tym czasie nastawić pralkę, i np. ogarnąć jeszcze zmywarkę.
Delegowanie – to też dobry sposób, by mieć więcej czasu dla siebie. Tu często dochodzi czynnik finansowy. Myśl, że jak będę robić wszystko sama, to zaoszczędzę pieniądze. W takich sytuacjach staram się przeanalizować, czy stracony przeze mnie czas, nie będzie więcej wart, niż dana kwota. Nie zawsze warto uczyć się wszystkiego od podstaw. Dodatkowo efekt może nie być tak dobry, jaki uzyska się przy pomocy specjalisty czy gotowego rozwiązania w danym zakresie. Nie ma sensu zawsze na wszystko patrzeć w kategoriach oszczędności.
Sprzątanie nie jest najważniejsze – Nauczyłam się patrzeć i nie widzieć. Koniec latania „ze ścierką po domu”. Kiedyś przeszkadzał mi nawet najmniejszy pyłek na podłodze, a brak idealnego porządku demotywował do innych rzeczy. Teraz staram się nie zwracać na to uwagi, dopóki nie uporam się z rzeczami, na których w ogólnym rozrachunku zależy mi bardziej. Sprzątanie nie ucieknie, choć szkoda 😉 To szczególnie ważne, jeżeli w domu chce się pracować. Jedyna zasada, jakiej się trzymam, to odkładanie wszystkiego na swoje miejsce. Nie lubię szukać i tracić na to czasu.
Mniej chodzę po sklepach – Odkąd zaczęłam bardziej racjonalnie planować zakupy – menu, lista zakupów, to nie muszę codziennie latać do sklepu. Robimy jedne większe zakupy w tygodniu i ewentualnie czasem tylko coś dokupujemy. Oszczędzam przy tym masę czasu i oczywiście pieniędzy, bo nic się nie marnuje. Dzięki temu mogę mieć więcej czasu, bo nie zastanawiam się codziennie – co by tu zjeść?. Jeśli ktoś lubi gotować, a eksperymentowanie w kuchni sprawia mu frajdę, to w ten sposób łączy przyjemne z pożytecznym. A że ja jestem swoistym kulinarnym leniem i nie lubię spędzać w kuchni więcej niż 30 minut (na robieniu np. obiadu), to gotowe rozwiązania sprawdzają się u mnie super. Nie mówię o gotowych daniach, bo jednak lubię jeść zdrowo. Można jednak szybko, zdrowo i smacznie się odżywiać, jeżeli ma się swoje przetestowane i wcześniej zaplanowane posiłki.
Przestałam wierzyć w motywację – Ona u mnie nie sprawdza się na dłuższą metę. Z motywacją to jest tak, że człowiek do czegoś się zapali i bardzo chciałby to zrealizować. Zazwyczaj jednak jest tak, że trzeba przeznaczyć na to dużo czasu, podczas którego początkowy zapał i motywacja wygasają. Dlatego stawiam na nawyki i determinację w dążeniu do celu. Jak sobie obieram cel, to wiem, że w pewnym momencie nadejdzie taka chwila, że mi się zwyczajnie nie będzie chciało. Powodów może być dużo, a to zły dzień, a to kiepska pogoda itd. Dlatego dużo ważniejsza jest samodyscyplina i wytrwałość. W tym pomaga mi świadomość, że nie mam dużo wolnego czasu, więc nie mogę sobie pozwolić na zastanawianie się „czy dzisiaj to mi się chce, czy mi się może jednak nie chce czegoś robić.”
Planuję – Planuję wszystko, także przyjemności i czas wolny. Nie tylko obowiązki. Nauczyłam się jednak podchodzić do planowania bardziej elastycznie. W życiu rzadko kiedy jest tak kolorowo, że wszystko idzie zgodnie z planem. Dlatego staram się zakładać poślizgi i nieplanowane sytuacje. Już nie upycham do kalendarza tylu rzeczy do zrobienia, że nie ma w nich miejsca na „Plan B”.
Odpuszczam – To chyba była dla mnie najtrudniejsza rzecz, jakiej musiałam się nauczyć. Wiąże się ona też z odpuszczaniem wspomnianego sprzątania, kiedy są ważniejsze rzeczy do realizacji, z odpuszczaniem upychania do kalendarza 10 różnych planów w ciągu dnia itd. Planuję takie rzeczy, które są ważne, ale w tym momencie nie najważniejsze. Które na razie będę mogła sobie przełożyć. Tak na zasadzie – jak mi się uda to zrobić, to super, a jeśli nie to będę mogła je zrobić wtedy i wtedy. Kiedyś nie potrafiłam odpuszczać niczego, co zostało przeze mnie wpisane w kalendarz. Wszystko miało ten sam priorytet ważności w kalendarzu. A przecież w życiu tak nie jest. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Są takie, na których mi bardzo zależy, a są takie, które mogę zrobić kiedy indziej i świat się nie zawali! Kiedyś plan był święty, więc mogłam nie jeść, nie spać, ale musiał być zrealizowany. Co za bzdura 🙂 Dzięki temu nie mam wyrzutów sumienia, bo wiem, co jest najważniejsze, a co można odłożyć na kiedyś.
Nie oglądam tv – Nie oglądam seriali, nie przełączam bezsensownie kanałów. Właściwie telewizja mogłaby dla mnie nie istnieć. Informacje, które mnie interesują i tak są w internecie. Nawet oglądanie dwugodzinnego filmu, z którego prawie połowa to reklamy, jest dla mnie mega stratą czasu. Czasami zdarza się, że mam chęć obejrzenia filmu wieczorem z mężem. Wtedy włączamy jakiś konkretny film, na jaki mamy akurat ochotę, ale nie z tradycyjnej telewizji.
A ty co robisz, żeby więcej czasu? Jakie masz na to sposoby?
Polub, jeżeli Ci się spodobało. Udostępnij dalej, to daje mi motywację 🙂
Zapraszam Cię na mojego Facebooka – tutaj
oraz do grupy wsparcia – Finanse w świecie Kobiet
Na mój profil na Instagramie, gdzie wrzucam zdjęcia bardziej od kuchni – tutaj
a także blogowego newslettera, do którego dokładam gratis – tutaj
Pozdrawiam gorąco!
Diana



17 komentarzy
Bardzo dużo czasu zajmuje mi sprzątanie :/ jako,iż mam nerwice natręctw to nieustannie coś poprawiam, odkurzam, przekładam itp. :/ a to jednak zabiera dużo czasu 🙁 zgadzam się w kwestii nawyków 🙂 interesujący post 🙂
Ja też uczę sie po woli odpuszczania. U mnie też motywacja nie sprawdza się, lecz wyrobione nawyki i rutyna.
Cześć świetny blog. Może nie jestem kobietą, ale lubię czytać twojego bloga 😛 Znajduję tu wiele ciekawych artykułow, tak jak ten – gdzie także i ja, próbuję zaoszczędzić jak najwięcej czasu 🙂 Co prawda od zawsze wystrzegałem się sprzątania, ale chętnie zastosuje pozostałe rady.
Cześć Piotr! Bardzo mi miło. Nie przejmuj się, ze statystyk wynika, że 30% czytelników to mężczyźni 🙂 W sumie większość tematyki jest w miarę uniwersalna, więc nie ma się co dziwić 🙂
Tak, umiejętność rezygnacji z mniej dla nas ważnych rzeczy jest kluczową umiejętnością w zarządzaniu swoim czasem. Podoba mi się Twoje podejście. Też zaczęłam zwracać mniejszą uwagę na sprzątanie 😉
Też staram się robić jedną rzecz na raz, ale nie pokusiłabym się o olanie listonosz, może to skutkować późniejszą stratą kilkudziesięciu minut.
Skoro nie czekam na paczkę, to znaczy, że nic ważnego 😉 A tak umownie napisałam akurat o listonoszu, częściej są to ulotki i inne oferty domokrążców, które w ogóle mnie nie interesują.
Stosuję podobną strategię: nie dla TV, nie oglądam seriali, porządek nie jest najważniejszy i staram się zautomotyzować wszystko, co się da. Poza tym mój M. załatwia co najmniej połowę domowych biznesów, dzięki temu mam czas dla córki, pracy zawodowej i bloga, czyli rzeczy dla mnie ważnych 🙂 Da się!
No i super!
Kiedyś przeczytałam, że strategią jest nie tylko to co się robi, ale też to czego nie. Wykorzystuję te zasadę planując swój rozwój, bo wiem że doba ma tylko 24h i wszystkiego nie zrobię 🙂
Dokładnie tak Ewo 🙂
Ciekawy artykuł, wiele z tych punktów stosuję i u mnie też się sprawdzają. Ostatnio dodałam jeszcze jeden punkt: kontroluję czas spędzony w necie,na blogach, FB itp. Określam z góry ile czasu na to przeznaczam (dziennie) i po jego upływie wylogowuję się do rzeczywistości i do netu nie wracam. Polecam, u mnie działa, mam poczucie, że mam więcej czasu:). Pozdrawiam 🙂
OOO tak Kingo. W internetach można przepaść 😉 Dobra rada dla osób, które tego nie kontrolują <3
Bardzo dobre rady. Nie da się robić wszystkiego, to niby takie oczywiste, a jednak długo i niełatwo się do takich stwierdzeń dochodzi. Sprzątanie, to była jedna z pierwszych rzeczy które ucierpiały, Było też np. prasowanie ręczników czy bielizny… Potem delegowanie, szczególnie w domu, innymi słowy dom nasz wspólny każdy ma w nim swoje również obowiązki. Nie umię, być może nie chce planować w życiu prywatnym, może to przerost planowania w pracy zawodowej? A na koniec poszło w zapomnienie częste oglądanie TV, seriali nie oglądam nie pamiętam od kiedy… Jakoś taka wolniejsza czuję się przez to.
Ula ja o prasowaniu nawet nie wspomniałam, ale to dlatego, że temat jest mi prawie całkiem obcy….i żyjemy hehe No dobra może czasami sięgnę po żelazko przed samym wyjściem, ale to jak już naprawdę jest mus 😉
Powoli dążę do wszystkiego, co tutaj wypunktowałaś. 🙂 Najtrudniej jest utrzymać te postanowienia na dłużej – bywa, że totalnie wypadam z rytmu i potem muszę do niego wracać. Ale grunt to wiedzieć, do czego się dąży. 🙂
Dokładnie tak jak mówisz Magdo 🙂